08 grudnia młodzież naszej szkoły wraz z opiekunami: p. E. Gulasaryan – Jaros, p. I. Sagalarą, p. K. Krawiec i p. A. Marchwicką odbyła wycieczkę do Wrocławia. Jej program był napięty, ponieważ organizatorzy pragnęli zaproponować młodzieży zarówno coś dla ciała, jak i dla ducha. W związku z tym odwiedziliśmy Dolnośląską Bibliotekę Publiczną, a w niej Bibliotekę im. J. W. Goethego prowadzoną we współpracy z Goethe-Institut w Monachium oraz Amerykańskie Centrum Informacji i Kultury American Corner. Wrażenie zrobił na nas ogromny księgozbiór, zasobność i nowoczesność biblioteki. Urzekła nas również jej przepiękna lokalizacja w samym centrum miasta w zespole starych kamienic na wrocławskim rynku. Dane nam było zobaczyć Panoramę Racławicką, wielkie malowidło (15x114m), które dzięki zespoleniu szczególnych zabiegów malarskich i technicznych robi na widzu oszałamiające wrażenie. Jej pomysłodawcą był znany lwowski malarz Jan Styka, który zaprosił do współpracy znakomitego batalistę Wojciecha Kossaka. Autorzy upamiętnili zwycięską bitwę stoczoną 4 kwietnia 1794 pod Racławicami przez wojska powstańcze pod wodzą generała Tadeusza Kościuszki z wojskami rosyjskimi. Olbrzymie malowidło powstało w ciągu zaledwie 9 miesięcy roku 1893 i 1894. Od początku cieszyło się niesłabnącym zainteresowaniem widzów i od razu stało się głównym magnesem przyciągającym do Lwowa rzesze turystów.
Po II wojnie światowej, w 1946 roku Panorama Racławicka wraz z częścią zbiorów Ossolineum trafiła do Wrocławia, ale dopiero od 1985 roku można ją tutaj podziwiać.
Ci, których znużyło zwiedzanie, pojechali z opiekunami do wrocławskiego aquaparku, a ci najwytrwalsi udali się na Uniwersytet Wrocławski.
Późne popołudnie i wieczór już wspólnie spędziliśmy na jarmarku świątecznym zwanym dawniej Christkindlmarkt. Jego tradycje sięgają XVI wieku, ale przetrwały z powodzeniem do dziś i przeżywają, podobnie jak w całej Europie, swój renesans. Wrocław w tych dniach gości kupców z całej Polski, ale także min. z Litwy, Szwajcarii, Holandii, Węgier, Francji, Niemiec, Austrii i Czech. Widzieliśmy doskonałe sery, kiełbasy z łososia, litewskie sękacze, węgierskie kołacze, ale również kaliskie andruty. Nasze zmysły poczuły święta, ponieważ na całym Rynku pachniało miodem, korzeniami i cynamonem oraz brzmiały dźwięki kolęd. Odurzeni świąteczną atmosferą wróciliśmy do Kalisza.